Grzywka Niesforna

kilka słów o niesforności własnej

ONA

marzec10

Niezależnie od tego, czy sama bym się na nią zdecydowała. Bo biorąc pod uwagę to jak bardzo chcę dziecka - byłoby to co najmniej dziwne. Ale życie jest przewrotne, a sytuacje bywają różne.

Każda kotka, suczka, czy świnka może jej dokonać i jej dokonuje. Jest tak stara jak macierzyństwo.

W Polsce zakazali jej mężczyźni…

Popieram w 100% akcję SROMu i nie mam pojęcia na czym miałoby polegać przestępstwo związane z rozwieszaniem takich plakatów w Polsce???? Podobno mamy wolność słowa i przekonań…

***

marzec7

Są miejsca, w których samo nasze istnienie staje się modlitwą.

I do tych miejsc dzisiaj tęsknię.

hell within

marzec3

głową pod lód

w odwrócony świat

oceany

luty28

W poszukiwaniu Ciebie zawędrowałam do Świątyń.

Spojrzałam w oczy komuś z Twojej przeszłości. Komuś kto przeminął a kto chciał trafić do Twojej przyszłości.

Spojrzeliśmy sobie w oczy - ja i on.

To wszystko.

Przez podziemia ruszyłam za nim na dno oceanu.

A tam czekało to, co w przyszłości wybudowałeś. Olbrzymia twierdza rozświetlona tysiącami świateł.

Przez okna wyrzucałeś kolejne tomy dzienników.

I nie było wejścia ani wyjścia.

Zabrałam jeden i ruszyłam na powierzchnię by Ci go oddać.

Żebyś miał wybór. Żebyś wiedział…

A on został w Twojej przyszłości. Czekał tam na Ciebie by towarzyszyć Ci na samym końcu.

Położyć Ci ręce na głowie, kiedy umierałeś.

Przeniknąć ściany, jak to potrafią umarli.

Black Hearted Love

luty28

Jak to nazwać?

Tata spytał - po co remontować stary dom? Powiedziałam, że jest piękny, dlatego warto.

Jaszczurkę zabiłam ukryta za maską Śmierci. W środku lasu, w którym nasze ścieżki przeplatały się przez lata. Całym białym od śniegu - i tęczowym od skór jaszczurek odbijających światło księżyca.

Po to przyszłam po latach - żeby zabić jaszczurkę, którą ominęliśmy dawno temu.

Z kamiennymi zębami, którymi roztrzaskiwała szklane kule. Takie ze śniegiem i tancerką w środku.

Zabrałam maskę Śmierci, żeby to zrobić. Żeby Ciebie obronić.

Nikt nie pyta, co się dzieje, kiedy ją założysz. Nikt nie pyta, co się dzieje…

Szklany dom nad brzegiem oceanu. Świece, czerwona farba, butelki, rozrzucona pościel, otwarte zbite okna i drzwi. Tyle zostało z mojego domu. Spokoju.

Szłam przez park za jadącym na rowerku naszym synkiem.

Widziałam.

Pełnia otwiera rany i oczy. Uczucia sączą się przez szparę w skórze.

Chcę być znowu wolna w swoim domu nad morzem. Bez przyszłości i przeszłości…

Nienarodzone dzieci - trochę już ich śniłam. Miały imiona i twarze. Kolejna ścieżka, równoległy wszechświat. Za każdym razem czekały na mnie inne. Pamiętam ich zapach i swoją miłość.

Są kobiety, które nadają się na żony, są takie, które nadają się na kochanki.

Powiedzcie mi jaką kobietą jestem.

Osobną.

Karty mówią - uczynisz coś nierozsądnego i będziesz samotna.

Wróciłam na ścieżkę, którą dobrze znam. Odtwarzam wzorzec. Tylko wolniej. Dni stały się tygodniami, tygodnie - miesiącami.

Z pustki wynurzają się fale bólu tak opętanego.

Ręce bolą od nieprzerwanego rytmu pulsującej krwi.

Nie wiem dokąd mam uciec,

A czasem…

Wrócę do białego miasta, jak do światła.

Tylko po to żebyś gubił wątek, kiedy patrzę Ci w oczy…

Córka rewolucjonisty

luty24

Czarne, wielkie drewniane drzwi. Korytarz czarnych drzwi.

A przed drzwiami, na krzesełkach - interesanci.

Jakby dobrze się wsłuchać - można by usłyszeć szum biurokracji dochodzący spod podłóg, spływający z sufitów, przesączający się przez ściany i szpary pod drzwiami.

Przeliczanie ludzkich czynów na lata, na pieniądze. Przeliczanie bólu na kwoty.

Odszkodowanie za internowanie.

Tata by tu przyszedł. Myślę, że by chciał. Myślę, że tu jest. Z nami. Przeliczanie rozłąki i strachu na monety. Przeliczanie poświęcenia.

Nikt nie myśli o żonach rewolucjonistów. Moja mama nazywała to zawsze brakiem rozsądku. Nie mogłam rozumieć ich rozmów i kłótni - w grudniu miałam pół roku. Pytała go pewnie - czemu właśnie Ty? Jesteś tylko trybem maszyny - czemu Ty?

Przesłuchania, pobicia, dzieci w domu dziecka, szantaże, morderstwa.

Czemu Ty?

Nie byłoby rewolucji bez rewolucjonistów.

Sama z dwójką małych dzieci. Zima. Brak środków do życia. Koledzy z zakładu zrzucają się na paczki z jedzeniem, pomagają znajomi z Komitetu Prymasowskiego. Przez dwa tygodnie nie wie, czy on w ogóle jeszcze żyje, gdzie jest. Nie ma z kim zostawić dzieci. Z każdej strony sprzeczne informacje. Nikt nic nie wie.

Spotkania odbywały się w naszym domu. Po 14 - 20 osób. Wyświetlanie filmów, rozmowy, hektolitry herbaty, dym papierosowy pod sufitem. Ulotki, książki z powielaczy. Dziś na półce trzymam “pożegnanie jesieni” Witkacego. Mama chowała się z nami w drugim pokoju. Bała się, że w każdej chwili oni wpadną. Że ktoś doniesie. Że kapuś.

Nie ma rewolucji bez żon rewolucjonistów.

Stojących w nocy w oknie.

Nie ma rewolucji bez ludzi, którzy kochają idee. Kochają je bardziej, niż swoich bliskich. Choć pewnie i dla bliskich. Nie ma rewolucji bez poświęcenia.

Pamiętam pierwsze wybory. Tata trzy lata pod rząd w komisji. W podstawówce - dzikie tłumy. Pamiętam, że chciałam być już dorosła, żeby móc głosować. Wiedziałam, że to ważne, bo dla niego było ważne. Tęskniłam za tatą. Mama przyprowadzała mnie do niego do szkoły. On zawsze zajęty myśleniem. Nieobecny.

Podczas spotkań w naszym domu - jako 5, 6, 7 letnie dziecko - siadałam za tatą na kanapie i plotłam warkoczyki z jego czupryny. Tata palił i rozmawiał. Ciekawe, czy zauważał co robię? Na stole leżały stare Fantastyki z grafikami Siudmaka. Nie mogę o tym zapomnieć. Oglądałam te fantastyki jak nie potrafiłam jeszcze czytać. Siudmak był moim pierwszym zauważonym artystą.

Nie ma rewolucji bez córek rewolucjonistów.

Które czepiają się ich spodni i przytulają do ich pleców. Które mówią do nich niesłyszalne, gdy oni dyskutują o polityce, o idei.

Nie ubabrał się w polityce. Od Komitetu dostał odznaczenie. Od Polski - to co sobie wywalczył - życie w wolnym kraju.

Rozmawiam z Panią prokurator przed ogłoszeniem wy

roku - mówię jej, że dla mnie tamte czasy nie były niczym złym. Z mamą, tatą i siostrą - wyjeżdżałam na wczasy zakładowe. Całą rodziną. Przepiękne wspomnienia. Pani prokurator mówi - ale dziś możesz jechać na Bali i do Kanady. A ja myślę - bez niego…

Nie ma rewolucji bez monotonii tęsknoty. Kiedy idea pożera wszystkich po drodze.

Nie wiem ile w tym bohaterstwa, ile zacietrzewienia, ile oddania i patriotyzmu, ile lekceważenia dla nas.

Jestem rozdarta siedząc pod tą salą i patrząc na drzwi.

Dumna z zeznań mamy, która mówi nie o internowaniu, bo niewiele o nim od taty słyszałyśmy, tylko o nas. O niepewności, strachu. O brutalnym aresztowaniu parę minut po północy. Wyłączonych telefonach, bezradności. Przestraszonych dzieciach.

Sąd orzeka odszkodowanie. Mama chciała za nie postawić tacie nagrobek. To będzie jedyny pomnik jaki dostanie. Jedyny, który ma znaczenie. Znamy cenę jego poświęcenia.

A mimo tego

Dostanie od nas pomnik.

Innej Polski - po prostu nie ma.

soul for me

luty23

odwilż

luty19

Spojrzałam na drzewo, a drzewo spojrzało na mnie.

To był modrzew. Niezbyt wyrośnięty.

Od paru tygodni moje oczy wpatrywały się w wąską, wyboistą ścieżkę przebiegającą wśród gór śniegu parę centymetrów nad chodnikiem.

Ale dzisiaj przyszła odwilż, śnieg na chodnikach zniknął i podniosłam głowę

A tu modrzew. No to patrzę na ten modrzew, a ten modrzew odwzajemnia spojrzenie.

Jak to drzewo - czule. Drzewa zazwyczaj tak patrzą.

Gdyby ludzie tak potrafili patrzeć, jak drzewa.

I zrobiło mi się jakoś tak lepiej. Poranek mi się rozpromienił, a w środku zrobiło się cieplej.

Drzewa lubią odwilż. Tak myślę. Kiedy chwyta mróz - to one koncentrują się na sobie. Czujne. Niespokojne. Zamknięte w sobie.

Tak jak ja.

Ale odwilż otwiera nam oczy.

Słońce rozluźnia.

Ptaki rozświergotane odciągają uwagę od strachu przed jutrzejszym, albo nocnym mrozem.

I mamy nadzieję.

Ostatnio ciągle mi się zdaje, że w domu jest tata. Słyszę windę i jestem pewna, że wraca z pracy. Kilka dni temu w ostatnim momencie ugryzłam się w język, bo chciałam spytać mamy, czy tata już śpi…

Walczę z chęcią zniknięcia o każdy kęs… Kiedy chcę zniknąć nie jem. Kiedy chcę zniknąć - palę.

Szczęście to taka dziwna rzecz.

Wystarcz nów, a ono znika miesiąc w miesiąc.

topi się jak śnieg.

refleksja

luty16

czemu fakt, że mam taką samą pensję, jak mężczyzna na tym samym stanowisku

musi się wiązać z tym, że ten mężczyzna nie otworzy przede mną drzwi…?

le skoro musi…

to jeśli żyję w Polsce i nie mam takiej samej pensji, jak mężczyzna na tym samym stanowisku

to czemu w dalszym ciągu nikt nie otwiera przede mną drzwi?

Równouprawnienie jest zagadkową i pełną niespodzianek kwestią :>

Now that I’ve really got a chance…

luty15

Lina rozpięta między szaleństwem, a normalnością.

Gdzie wiatr zawieje - tam idzie Linoskoczek.

Za którymś razem nie zauważy i stanie z rozpędu na jednym z brzegów.

Co się wtedy stanie z liną? Myślę o niej ostatnio zbyt często.

Moja wiara w dobre zakończenia jest taka naiwna…

wierzę, że weźmie ją ze sobą.

« Older Entries