Grzywka Niesforna

kilka słów o niesforności własnej

Teardrop

wrzesień1

Kiedy ktoś zaczyna spełniać takie marzenie, ciężko powstrzymać palce przed kizianem jego łopatek i usta przed błądzeniem po szyi. Ciężko całkiem nie znikać i nie plątać swoich snów z jego snami, nawet jeśli to ciężkie sny pełne wspomnień. Ustać na nogach, kiedy gubi się w pocałunku, jakby był pierwszy. Ciężko rano budzić się i odkrywać, że nie ma go obok i że znowu trzeba przyzwyczaić się do jego nieobecności. Kiedy tak bardzo by się chciało jechać dalej razem z nim i nie oglądać się na nic. Słuchać muzyki i gadać - nie mam pojęcia o czym :) Gotować mu kurki w śmietanie i jeść delicje na podłodze w już nie tylko swoim małym świecie…

Kiedy zabawa już się skończyła, a zaczyna się coś więcej…

I kiedy w deszczowe, wczesnojesienne wieczory, wspomnienia każą się uśmiechać pomimo…

Mam już tylko ten jeden klucz. Upuszczony może się stłuc. Nie chciałabym znowu zbierać odłamków z podłogi i ślinić ostrych krawędzi, jakby to mogło je ze sobą zlepić. A potem czekać miesiącami, aż słońce zacznie prześwitywać przez nie, z powrotem, na wylot.

Ale to nie dlatego tutaj jestem. Nie po to, żeby podtrzymywać go czubkami palców w górze.

Jestem tu, bo właśnie tu chcę być.

Usiąść na miedzy, w pomiędzy i słuchać :*

Sensation

sierpień31

Obserwuję jak ćmy chowają się pod wilgotne od rosy blaszki liści

i tylko kątem oka dostrzegam zielone oko,

gdy odwracam się nagle,

spłoszona dotykiem lisiej kity na mojej łydce.

Małe pazurki wróbli zostawiają rysy na ramionach i policzkach,

gdy stado ptaków przelatuje obok mnie.

Moja twarz zanurza się w zagłębienia

między ciepłe brzuszki a nasady skrzydeł,

nie zważając na małe stróżki krwi.

A one płyną aż do kostek - ogrzewając skórę.

Odurzona chłodem kamieni i blaskiem słońca

przechodzę

z ciemnego lasu symboli

do białych, pełnych źródeł miast…

Lisia kita związuje mi kostki

Mówisz do mnie: PATRZ!

A ja przecież wiem…

I krzyczę.

Dear Tourist…

sierpień22

Syndrom sztokholmski… na granicy Polsko-Ruskiej

Znalazł, wybrał, porwał, uwiódł…

A cukier pod skórą.

czerwiec6

Jeszcze nie nów, a u mnie ciemno.

Wyplątuję się z pędów po omacku.

Są taki kruche…

szklanka…

maj29

… wypełniona liśćmi

maj28

Zraniona niewinność…

To ten moment, gdy patos dobrych zakończeń staje się nie do zniesienia.

To nie tak, że w nie nie wierzysz…

Po prostu boisz się wierzyć.

Bronisz się wstrętem, niesmakiem.

Mówisz - amerykański happy end

I uśmiechasz ironicznie…

Ale…hmmm… tylko idealiści gorzknieją ;)

pierwsza kwadra

maj22

O śmierci myślę. Nagłej.

o tym, że wszystko wokół mnie żyje ze świadomością. Wszystko myśli, że jej to nie dotyczy. Wszystko snuje swoją opowieść przebudzenie po przebudzeniu. Wszystko zaskoczone własną śmiertelnością.

Jakie to jest niepojęte, że nie tylko ja. Że to nie dla mnie, że poza szklanką mojej świadomości - istnieją inne, poszarpane, zachłanne. Że nie tylko ta nić zostanie przecięta, że jest przecinana od zawsze, z zaskoczenia. Nie umiem słowami oddać tej nagłej, jasnej myśli, że wszystko wokół mnie żyje połączone, jak jeden organizm, wszystko tak samo zaskoczone życiem. Mówi do mnie “ISTNIEJ!”.

I kiedy dotykam swoich kryształów i czuję ich energię ostrą jak zimny strumień pod lodem. Kiedy chore miejsca reagują na ich energię - jak na porażenie prądem. Gwałtownym skurczem, bólem, kiedy oczyszczają się pod ich wpływem gwałtownie. Kiedy to się dzieje i patrzę na ten kryształ prawie mieszczący się w zaciśniętej dłoni - i mam świadomość, że ten mały kawałek materii gromadzi w sobie tak wielką energię - myślę sobie wtedy - do czego wobec tego my jesteśmy zdolni?

Skomplikowani…uśpieni.

Skąd ta głupia myśl o końcu, kiedy koniec nie ma prawa istnieć, końca nie ma. tu nie ma miejsca na koniec.

Pod powieką widzę swoje ciało jak szklankę wypełnioną organami, widzę ciemniejsze i jasne smugi. Zaróżowienia i ciemne plamy. Mój umysł zmienia się w kryształ gdy trzymam go w dłoni, a emocje znikają. I postrzegam.

Zapalam białą świecę, zasłaniam lustra.

Po raz kolejny myję w tym miesiącu okna.

Księżyc rośnie i rany otwierają się.

Wszystko odwrócone w nowym cyklu.

Z samotnej pustki zimy prosto w tętnicę życia.

Czasem się boję Białej Krwi.

A jeśli się od nas odwróciła?

nastroje

maj9

Górski kryształ

w karafce woda

świeżo umyte okna

mokre liście roślin

szałwia, drewno, lawenda

biała świeca

Stojąc w miejscu też można zabłądzić.

maj6

Stachura ujął to jak trzeba.

O Bogowie, co ja tutaj robię?

Na co, po co, czemu tonę sobie w bagienku?

Nie. Nie wybrałam żadnej opcji, nie stanęłam po żadnej ze stron.

Nie powiedziałam tak, ani nie. Nie wybrałam.

Pozwoliłam żeby to wszystko rzucało mną o skalisty brzeg.

Mogłam to wyrwać. W coś wierzyłam, o coś mi chodziło, czegoś szukałam…

Miałam w sobie jakąś głęboką pewność, niezachwianą wiarę…

O co mi chodziło? Nie pamiętam.

Powinnam była słuchać serca. Powinnam była słuchać instynktu.

Nie dać się mamić.

Czy wiem coś więcej o sobie? O tak. Jakbym przeżyła kolejnych 10 lat.

Wiem o sobie tak wiele - by uśmiechać się na myśl o własnym debilizmie sprzed bardzo wielu lat.

Tak wiele, że dziś śmieję się przez łzy.

Na myśl o własnej genialności sprzed lat. Uśmiecham się do dawnej siebie i płaczę ze złości.

Niektóre decyzje genialne w swej prostocie.

Niektóre tak beznadziejnie głupie, nieodwracalne.

Mówią, że nie ma zmarnowanych lat, jeśli czegoś nas uczą.

Jakim kosztem - pytam dzisiaj patrząc w odbicie.

Wściekła z bezradności.

Uciekanie od prawdy - tak długie, długie, bezsensowne.

Gdzie jest ten wróg którego mogłabym obwinić, którego mogłabym znienawidzić?

Jak ja go teraz potrzebuję…

Nie dotykajcie mnie, proszę…

chorągiewki, baloniki, wiatr…

kwiecień21

Kogo pokochasz takim się staniesz?

Twoje poglądy są bez znaczenie bo tylko krowa ich nie zmienia?

Jak dobrze zmieniać się na lepsze, jak dobrze zmieniając się pamiętać…

Jak dobrze wiedzieć w co się wierzy

I wierzyć w to mimo że czas, mimo że Ktoś, mimo że miłość…

Świnka pozostanie świnką

Ale może zostać szynką…

Ostatecznie Twój żołądek też to zniesie ;)

Chorągiewki, baloniki, wiatr… :]

« Older Entries