Grzywka Niesforna

kilka słów o niesforności własnej

Sensation

sierpień31

Obserwuję jak ćmy chowają się pod wilgotne od rosy blaszki liści

i tylko kątem oka dostrzegam zielone oko,

gdy odwracam się nagle,

spłoszona dotykiem lisiej kity na mojej łydce.

Małe pazurki wróbli zostawiają rysy na ramionach i policzkach,

gdy stado ptaków przelatuje obok mnie.

Moja twarz zanurza się w zagłębienia

między ciepłe brzuszki a nasady skrzydeł,

nie zważając na małe stróżki krwi.

A one płyną aż do kostek - ogrzewając skórę.

Odurzona chłodem kamieni i blaskiem słońca

przechodzę

z ciemnego lasu symboli

do białych, pełnych źródeł miast…

Lisia kita związuje mi kostki

Mówisz do mnie: PATRZ!

A ja przecież wiem…

I krzyczę.

czerwiec6

Jeszcze nie nów, a u mnie ciemno.

Wyplątuję się z pędów po omacku.

Są taki kruche…

szklanka…

maj29

… wypełniona liśćmi

maj28

Zraniona niewinność…

To ten moment, gdy patos dobrych zakończeń staje się nie do zniesienia.

To nie tak, że w nie nie wierzysz…

Po prostu boisz się wierzyć.

Bronisz się wstrętem, niesmakiem.

Mówisz - amerykański happy end

I uśmiechasz ironicznie…

Ale…hmmm… tylko idealiści gorzknieją ;)

nastroje

maj9

Górski kryształ

w karafce woda

świeżo umyte okna

mokre liście roślin

szałwia, drewno, lawenda

biała świeca

Stojąc w miejscu też można zabłądzić.

maj6

Stachura ujął to jak trzeba.

O Bogowie, co ja tutaj robię?

Na co, po co, czemu tonę sobie w bagienku?

Nie. Nie wybrałam żadnej opcji, nie stanęłam po żadnej ze stron.

Nie powiedziałam tak, ani nie. Nie wybrałam.

Pozwoliłam żeby to wszystko rzucało mną o skalisty brzeg.

Mogłam to wyrwać. W coś wierzyłam, o coś mi chodziło, czegoś szukałam…

Miałam w sobie jakąś głęboką pewność, niezachwianą wiarę…

O co mi chodziło? Nie pamiętam.

Powinnam była słuchać serca. Powinnam była słuchać instynktu.

Nie dać się mamić.

Czy wiem coś więcej o sobie? O tak. Jakbym przeżyła kolejnych 10 lat.

Wiem o sobie tak wiele - by uśmiechać się na myśl o własnym debilizmie sprzed bardzo wielu lat.

Tak wiele, że dziś śmieję się przez łzy.

Na myśl o własnej genialności sprzed lat. Uśmiecham się do dawnej siebie i płaczę ze złości.

Niektóre decyzje genialne w swej prostocie.

Niektóre tak beznadziejnie głupie, nieodwracalne.

Mówią, że nie ma zmarnowanych lat, jeśli czegoś nas uczą.

Jakim kosztem - pytam dzisiaj patrząc w odbicie.

Wściekła z bezradności.

Uciekanie od prawdy - tak długie, długie, bezsensowne.

Gdzie jest ten wróg którego mogłabym obwinić, którego mogłabym znienawidzić?

Jak ja go teraz potrzebuję…

Nie dotykajcie mnie, proszę…

The Faerie of Growth

kwiecień19

Młode ziemniaki z koperkiem i zsiadłym mlekiem.

Nasiona wysiane na balkonie. Co wyrośnie?

Zapach ozonu w powietrzu po deszczu.

Parująca, ciepła, nasączona deszczem ziemia.

Drzwi zamknięte za nieznajomą walczącą z wielkim rowerem w windzie i jej wdzięczny uśmiech,

może trochę zaskoczony?

Zapach mężczyzny i szaleństwo w mózgu pod jego wpływem.

Niezmiennie to samo.

Łączenie kolorów, tekstur, kształtów…

Lody z przyjaciółką i wspólne oglądanie filmu Allena.

Rozmowa przez telefon z mamą.

Wyczesywanie grubasa Cygana.

Wierszyk napisany w metrze o 7 rano - całkiem beztroski.

Zapach kwitnącej mirabelki.

Zamykanie, otwieranie sklepu. Ciekawość nowego dnia, ciekawość nowego wieczoru.

Drobiazg kupiony do domu.

Przyjemność z odkurzania, dopieszczania gniazda.

Spojrzenie nieznajomego pełne ciekawości.

Młode pelargonie z małymi listkami.

Ciało oddawane żywiołom, pulsowanie Ziemi.

Otwieranie oczu o poranku.

Zamykanie oczu nocą.

Sen i jawa.

Równie szorstkie co miękkie.

Słodko gorzki smak :)

Chaotyczna rzeka cała z niespodzinek.

Jeden rok.

Pogodzona…

Wdzięczna sobie.

I z siebie dumna.

Istotna.

I całkiem bez znaczenia :)

Widząca i czująca.

Żywa.

night breath

kwiecień8

Są takie dziwne nałogi…
Blog, na który, chcąc nie chcąc, wchodzisz.
Przyjaźnie, o których myślisz, choć już dawno, dawno temu się skończyły.
Miłości, których nic już nie przebudzi, a które zmieniły Twoje życie.
Tak ciężko czasem odciąć pępowinę łączącą nas z przeszłością.
A sny śnią się pod powieką o srebrze.
O metalicznych błyskach na powierzchni wody.
O kamiennych ptakach.
W mojej nieświadomości nic nie szepcze o przeszłości.
Ale czasem, na wpół śniąc, na wpół marząc boję się, że moja świadomość nią żyje.

I ciężko uwierzyć, że w samotności, we własnym cichym domu, w azylu, gdzie myśli powinny mruczeć pod sufitem choćby z braku innych dźwięków. Właśnie tu - czuję ulgę. Przekraczam próg i moja głowa przestaje boleć a strach napierać na skronie.
I do końca nie jestem pewna, czy kogoś chcę tu wpuścić.
Do końca nie mam pewności, czy naprawdę kogoś jeszcze tu chcę.
Może tylko oprócz Serwitorów.

Nów też przynosi sny…

marzec23

Głęboko na dnie morza. Gdzie nie ma nic - tylko gładkie dno. Tam byłam i nie chciałam niczego. W górze pojedyńcze cząsteczki światła migotały w drobinach. Widziałam je w oddali i trwałam.
Aż nagle dostrzegłam ruch i on zjawił się znikąd. Bez twarzy.
Niespokojny. Wyglądał jakby tonął - kiedy ja spoczywałam na dnie, siedząc bez ruchu, w absolutnej ciszy. Miotał się i walczył.
I byłam zaciekawiona. Chciałam, może, uspokoić go, może wesprzeć. I pomyślałam, że dotknę jego dłoni. Wyciągnęłam rękę i natknęłam się na grubą szybę między nami.
Więc starałam się natrafić dłonią na jego dłoń. Żeby dostrzegł, że nie jest sam… Ale nasze ręce się mijały.
A jego oczy były nieobecne i zrozumiałam, że nie wie o moim istnieniu.
Że przez szybę nawet mnie nie dostrzega.
I byłam ciekawa, czemu nagle zjawił się tu i młóci w panice wodę tuż obok mnie, skoro nie mogę nawet go pocieszyć…

Ale błyszczące drobinki rozproszyły mnie…
Spokój powrócił, żal odpłynął…

I nie byłam już przy nim myślami

Bezpieczna w trwaniu,
zakochana w ciszy…

***

marzec7

Są miejsca, w których samo nasze istnienie staje się modlitwą.

I do tych miejsc dzisiaj tęsknię.

« Older Entries