Grzywka Niesforna

kilka słów o niesforności własnej

Straszliwa bajka o śmieciach…

marzec25

27.03 mamy wszyscy w akcie symbolicznego heroizmu przez godzinę siedzieć po ciemku (akcja “Godzina dla Ziemi”)

Heroizm to nie jest coś co Grzyfki lubią najbardziej, wolę sobie śmieci grzecznie posegregować, albo wykorzystać na notatki jakieś walające się tekturki, i  właśnie zdarzyła się okazja by napisać poemat o tej szczytnej czynności, jaką jest wrzucanie właściwych odpadków do właściwych pojemników.

I oto jest - poema…

W zamku mrocznym i straszliwym
Żył Wampirek nieszczęśliwy.
Wątłe nóżki miał i rączki,
A krew niewiast pił przez smoczki.
Smoczek wstyd dla Wampa wielki,
Jeszcze większy: w groszki szelki,
Ale Wampir był drobniutki,
Głodny bardzo i cieniutki,
Spodnie z pupki mu spadały,
Szelki je podtrzymywały.

Ongiś lepiej mu bywało:
Silne miał i mężne ciało,
Niewiast łowił całe pęczki,
Niepotrzebne były szelki…
Jednak czasy się zmieniły.
Świat dziś brudny, szary, zgniły.
Wszędzie śmieci się walają,
Ludzie o nic dziś nie dbają!
I tak zamek ów straszliwy,
Śmieci w śmietnik zamieniły…

Gdy Wampirek był gotowy
Z trumny wstawał - szedł na łowy.
Noce jasne, księżycowe
Upoluje białogłowę!
Idzie nasz Wampirek dzielny,
Kroki stawia (siebie pewny),
Jednak stopa jego blada
Na butelkę naraz wpada!
Łomot wielki się podnosi,
Wpadł Wampirek w puszek stosik!
No i zęby swe straszliwe
Nabił w puszkę - zamiast w szyję!

Problem zrobił się nielada,
Do dentysty Wampir wpada.
Puszkę trzeba było rozciąć,
Razem z puszką - zęby odciąć!
I tak Wampir nasz jedyny,
Tak samotny, nieszczęśliwy,
Nabył smoczek i po zmroku
Pije dziś butelkę soku…

Z tego morał dla Was dzieci:
Chroń wampiry - zbieraj śmieci

ONA

marzec10

Niezależnie od tego, czy sama bym się na nią zdecydowała. Bo biorąc pod uwagę to jak bardzo chcę dziecka - byłoby to co najmniej dziwne. Ale życie jest przewrotne, a sytuacje bywają różne.

Każda kotka, suczka, czy świnka może jej dokonać i jej dokonuje. Jest tak stara jak macierzyństwo.

W Polsce zakazali jej mężczyźni…

Popieram w 100% akcję SROMu i nie mam pojęcia na czym miałoby polegać przestępstwo związane z rozwieszaniem takich plakatów w Polsce???? Podobno mamy wolność słowa i przekonań…

refleksja

luty16

czemu fakt, że mam taką samą pensję, jak mężczyzna na tym samym stanowisku

musi się wiązać z tym, że ten mężczyzna nie otworzy przede mną drzwi…?

le skoro musi…

to jeśli żyję w Polsce i nie mam takiej samej pensji, jak mężczyzna na tym samym stanowisku

to czemu w dalszym ciągu nikt nie otwiera przede mną drzwi?

Równouprawnienie jest zagadkową i pełną niespodzianek kwestią :>

Hiroshima 8:15 Nagasaki 11:02

sierpień6

Ludzie

czerwiec8

nawet jeśli za nimi się nie tęskni można ich podziwiać
lubię oglądać kobiety - ich stopy, ręce, usta
przyglądać się jak kochają i są smutne. Są niezwykłe
chciałabym tak umieć patrzeć na wszystkich ludzi
tak trochę z boku
ludzie są piękni i trudni
czasem tak fajnie by było być tylko z boku, żeby nie czuć na sobie, jak bardzo są trudni
tak strasznie trudno jest ich kochać będąc blisko…

What goes around comes around

maj14

nie wyśmiewaj, nie obrażaj, nie lekceważ…

kwiecień29

link

A jeden procent podatku, jeszcze przez 2 dni możesz przekazać na SOS wioski dziecięce

Kobieta naukowiec, nauka kobieca…

marzec23

Bogowie, tyle myśli się tłoczy we mnie, gotowych do rozlania się na papierze. Tyle dobrych myśli, tyle wniosków, ze aż boję się, że coś ucieknie, wymknie się, że coś zgubię.

Ostatnio moje myśli krążą wciąż i wciąż wokół umysłu, nie tylko po nim.

Jest kilku pisarzy, którzy rozumieją kobiety nie tylko jako fascynujące, niezwykłe istoty i potrafią pokazać tę iskierkę, która rozświetla je jako jednostki, ale też widzą coś czego my same często nie umiemy dostrzec, pewne centrum wokół którego kręci się bycie kobietą. To coś, co jest wspólne dla nas wszystkich, a co tak ciężko uchwycić i zawrzeć w słowach.

Jednym z takich pisarzy jest John Updike.

Nie chodzi tu o jakieś szownistyczne uproszczenia, o szufladkowanie, o brak zróżnicowania. Updike rozumie kobiety tak, jak każda z nas chciałaby być rozumiana, w sposób w jaki często samych siebie nie rozumiemy. Z całym okrucieństwem bezlitosnego obserwatora, jakim jest ten, który widzi w nas żywe klejnoty i egzotyczne ptaki. Katalogującego wciąż nowe gatunki pasjonata.

Każda nałogowa feministka zadrży z oburzenia czytając powyższe akapity. Ponieważ zgodnie z potocznym rozumieniem feminizmu nie ma kobiet i mężczyzn, nie ma jakiejś idei kobiecości i męskości - jest tylko człowiek.

Zgadzam się z tym - jeśli mówimy o społecznych rolach. Powinniśmy mieć prawo do naginania tych ról, do ich przekształcania, odkrywania w nich swojego miejsca, odrzucania ich, przerabiania na swoją modłę.

Jednak natura stworzyła nas innych od siebie. O ile kultura zdewaluowała niektóre cechy naturalnie nam przydzielone, o ile umieściła nas w sztywnych szufladkach, z których istnienia trzeba zdawać sobie sprawę - o tyle natura nie wartościuje niczego. Niczego nie dzieli na lepsze i gorsze. Wszystko, co stworzyła natura jest jej częścią - bez hierarchii, na równych prawach podlega jej cyklom i nakazom.

Boimy się archetypów. Boimy się, że nas ograniczają, że narzucają nam właśnie społeczne role. Ale archetypy mówią o tendencjach, które tkwią w naszej naturze. Te tendencje wynikające bogowie wiedzą z czego - nie muszą być przez nas wartościowane.

Kiedy mówię, że mężczyzna to analiza, to przechodzenie od ogółu do szczegółu - widzę mężczyznę, który wyodrębnia siebie i swoje ja ze świata. Który dzieli. Który czuje się zbiorem przypadkowych doświadczeń, które świadczą o jego odrębności i inności.

Kiedy mówię, że kobieta to synteza, to przejście od szczegółu do ogółu - widzę kobietę, która czuje się częścią świata, sumą doświadczeń i ich wypadkową. Dla której, mimo wszystkich jej indywidualnych cech i całej odrębności - towarzyszy poczucie ciągłości. Jest częścią łańcucha matek, babek i córek, który pragnie scalać.

Tak jak mężczyzna czuje się osobnym ogniwem łańcucha dziadów, ojców i synów, z którego pragnie się wyróżnić, z którego pragnie siebie wyodrębnić.

Oczywiście, że są kobiety, które myślą analitycznie, jak i mężczyźni, którzy myślą syntetycznie - jednak ogólna tendencja jest widoczna zarówno w życiu społecznym, psychicznym, jak i fizjologicznym. Możemy ją obserwować i bać się jej, albo zaakceptować i zobaczyć ją taką, jaką jest.

Czy jest sens wartościować naszą biologię?

Jest sens ją dowartościować.

Ambicja, podkreślanie indywidualności, podbój,  nacisk na analityczne myślenie, ścisłe, jednoznaczne słowo, podkreślanie różnic

mają równie dobre i złe strony

co dzielenie się, rozbijanie granic między terytoriami, akceptacja inności jako części większego obrazu, płynne granice znaczeń, dostrzeganie podobieństwa w tym co odrębne i pozornie inne, synteza

Jedna z tych dziedzin, szczególnie w nauce, ale i w życiu społecznym, zawodowym - wciąż jest uważana za właściwą, wartościową, pozytywną, racjonalną.

Druga - nie ma takiej wartości. Jest uznawana za słabość, bierność, nawet oportunizm.

Wciąż uważam, że to od siebie samych powinnyśmy wymagać DOSTRZEŻENIA pozytywnych stron kobiecego modelu postrzegania rzeczywistości. Zamiast grzmieć na mężczyzn, który zaszufladkowali nas i uznali według swoich kategorii za słabe - przestańmy same siebie za takie uważać.

Jeśli ktoś czuje się dryfującym w czasie i przestrzeni indywiduum. Nieukorzenionym bytem płynącym po przypadkowo obranej drodze od narodzin do śmierci - to choćby przeanalizował całą rzeczywistość, zakatologował ją, podbił i nazwał - będzie nadal dryfującą w stronę niebytu cząsteczką.

Czy naprawdę chcemy rezygnować z poczucia własnej przynależności, z poczucia swojej jedności z naturą i drugim człowiekiem, z całej mądrości, z całej tolerancji - tylko po to, by dryfować w nicość z czym wiele z nas po prostu sobie nie radzi? Ja takiego widzenia świata i swojej w nim roli po prostu nie rozumiem! Czy muszę? Czy powinnam? Moim skromnym zdaniem - wprowadzenie nowego, równoprawnego punktu widzenia do nauki, życia społecznego i psychicznego współczesnego człowieka - przyniosłoby ludzkości więcej dobrego, niż najbardziej rozbudowana, najbardziej strzelista, wzniosła wersja wyłącznie analitycznej nauki, duchowości i postępu.

Nauczmy się wprowadzać nasze atrybuty do tego życia, zamiast udawać, że ich nie ma, że dewaluują nas one jako jednostki, że czynią nas słabymi, gorszymi i żałosnymi. Zbudowanie świata dla ludzi, a nie dla mężczyzn, czy kobiet - może się oprzeć wyłącznie na równowadze, na wymianie, na docenieniu obu punktów widzenia, sposobów myślenia i postrzegania świata i rzeczywistości.

PRZYKŁAD

Proste pytanie - czy czytając “Chama” Orzeszkowej - zamiast czytać ją kolorami, smakami, emocjami, namiętnościami - zamiast pisać o tej książce językiem zbudowanym z doznań - muszę pisać o symbolice kolorów w chrześcijaństwie i pogaństwie, roli kobiety w społeczeństwie XIX wieku i rodzajach tragicznych bohaterek w literaturze pozytywizmu? Według analitycznej nauki - tak. Bo moje prywatne doznania - nie są popartą dowodami właściwą interpretacją książki. Pytanie drugie - czy w naukach humanistycznych naprawdę da się coś udowodnić? Tak, ale da się też udowodnić coś całkowicie przeciwnego ;)

W naukach humanistycznych nie ma obiektywnej prawdy (sic!), w związku z tym nie ma właściwej interpretacji. Wieczna analiza prowadzi do zgubienia ogólnego sensu, miejsca żywego tekstu w naszym, osobistym, ludzkim doświadczeniu. Moje czytanie kolorami jest równie wartościowe - co rozumowe analizowanie znaczeń kolorów.

Jest też dla mnie dużo piękniejszym, pełniejszym, pełnym głębokiego zrozumienia i fascynującym doświadczeniem. Nauka nie powinna mi tego czysto intuicyjnego doświadczania piękna odbierać.

Mi - czyli polonistce, czyli kobiecie, czyli człowiekowi ;)

Świat (ani człowiek) nie jest organizmem, który da się leczyć jak nakazuje nam współczesna, analityczna medycyna. Bo idąc za współczesną medycyną - uleczymy nerki niszcząc wątrobę ;)

Świat można zacząć leczyć od duszy, której ewidentnie zbiera się na wymioty.

Świat można zacząć leczyć - od zranionego serca… (tarczycę zresztą też :P)

POLECAM!

POLECAM!

I tylko szczęścia we dwoje nam trzeba…

marzec22

Kłamstwo musi być jak nałóg. Endorfiny wariują, wzrasta poziom adrenaliny. Czysty odlot - robić coś za plecami kogoś innego. Kryć się z tym po kątach.

Tak myślę. Bo sama nie jestem uwięziona w szponach kłamstwa. Czasem zbyt szczera. Może aż do bólu.

Zastanawiam się tylko - jak bardzo potrzebnym elementem dla nałogowca jest ten ktoś - kogo można okłamywać. Jak bardzo trzeba dbać o obecność takiej osoby w swoim życiu - inaczej kłamstwo traci na wartości. Nie da się okłamywać ścian.

Drobne kłamstwa są jak drobne kradzieże. Niby mała szkodliwość społeczna czynu. A jakoś tak niesmacznie. Nieładnie. Brzydko tak jakoś.

Wszystko robi się płynne, niepewne, niejasne. Słowo wymyka się. Nie jest nigdy tym, czy się wydaje. Zawsze ma drugie dno, a drugie dno - trzecie.

“Kłamię bo Tobie nie da się mówić prawdy!” - nie da się mówić, gdzie się nocuje i z kim, gdzie i kiedy się bawi, skąd biorą się na koncie pieniądze i gdzie są wydawane. Mówi się - masz rację, zgadzam się z Tobą - bo dzięki temu, prostolinijna ofiara nałogowca - traci czujność. Odpuszcza, czeka. Znowu wszystko zamiera i można kłamać, oszukiwać, ukrywać się…

Gdy nagle ofiara budzi się z całego tego omotania, zaczyna żądać, buntować się, wymykać - jaki to musi budzić niepokój. Jakie to musi być przykre. Jak żal tego czasu dobrobytu, gdy ktoś ufnie patrzył Ci w oczy. Jakaż to władza!

Jestem tak niezbędna, tak potrzebna, tak kochana. Beze mnie nie byłoby tego szumu w głowie, tej całej adrenaliny, tej ekstazy, którą daje kłamstwo.

Beze mnie nie byłoby szczęścia.

DCD

Kreacja

marzec19

“W chwili gdy to powiedziała, przed oczy jej wyobraźni wypłynęła szeroka twarz Aleksandry, szeroka i dzięki spacerom na świeżym powietrzu z lekka opalona nawet zimą, z delikatnymi dołeczkami w brodzie i na czubku nosa nadającymi jej wyraz dziwnego, godnego bogini spokoju, W tej twarzy była niewzruszoność godna osoby, która wyznaje pewną wiarę. Aleksandra wierzyła, że natura pełna jest szczęścia, że pełen szczęścia jest świat fizyczny, A ten kulący się człowiek, ten worek ciepłych kości w to nie wierzył.
Dla niego świat był bez smaku jak papier, dla niego świat był bałaganem, składał się z niepowiązanych wydarzeń, które przemykały się przez jego biurko w drodze do butwiejących archiwów. W jego oczach wszystko było drugorzędne i nieważne. Sukie zastanawiała się, jak długo to wytrzyma, jak długo będzie w stanie trzymać na własnej piersi tych pogrążonych w rozpaczy, wątpiących męzczyzn, nie zarażając się od nich.”
Czarownice z Eastwick John Updike

Zaraziłam się od nich. Oddałam się pustym, abstrakcyjnym operacjom myślowym z zaanagażowaniem godnym neofity. Przerażona swobodnym, jak mi się zdawało, dryfowaniem, w świecie mojej własnej intuicji, instynktu, natchnienia. Szukając w waszym sposobie myślenia pewności i oparcia. Co za bzdura.

“Kobieta-naukowiec jest jak świnka morska - ani świnka, ani morska”

Nie czuję się jak kaleka, gdy odkrywam swoje własne uzależnienie od ciężkiej, gliniastej ziemi pod nogami.
Pierwszy raz wszystkie informacje, które chłonę - oddaję na pastwę własnego ciała. Ono je analizuje, przetwarza, zapamiętuje. To, co teoretyczne - moje dłonie oddają światu w rzeczywistej, namacalnej formie. Całą abstrakcję formy, proporcji, relacji - zamykam w kształtach łodyg, w węzełkach sznurków, w oczkach kontrukcji z drutu i pędów. Biorę udział w akcie kreacji. Dodaję swoją porcję stworzenia.
Całą nową fizykę, całą niepowiązaną, dryfującą magię chaosu - moje ciało przetwarza na kobiecy rytuał.

Moje ciało lepiej pamięta, lepiej wie, szybciej przewiduje, sprawniej reaguje - niż te miliony neuronów oddanych budowaniu mojego zamku wiedzy. Tego chropowatego, zimnego zamku, który rozpada się w niepamięci z każdą minutą trwania w szklance umysłu.
Te wszystkie abstrakcyjne rozważania - jak napełnione helem balony.
Niczego nie dały w zamian - zabrały całą pewność, całą bierność, całe zakorzenienia, które ukryła we mnie natura.
Więc zabijam w sobie mężczyznę skrupulatnie. Cały męski dyskurs rodem z akademickich cel. Zabijam w sobie naukowca - z satysfakcją. Szukając własnego języka własnej twórczości.

Zasuszeni, jak przybite szpilkami motyle za zakurzoną szybką.

Co możecie mi dać - kiedy ja mogę dać życie…?

« Older Entries