myślę o…
luty7
…całym liryzmie i pięknie i okrucieństwie zwykłego ludzkiego życia…
I może trochę o Trishowym bujanym fotelu, że gdyby ktoś mi dał okno i taki fotel - mogłam bym w nim przesiedzieć całą wieczność. Bo choćby życie kwitło całe rozpasane w tej dzikości, jest gdzieś we mnie głęboko ta potworna cisza i może teraz po prostu rozumiem, że ona nie zniknie… i że całe to życie pełną piersią jest tylko sposobem nas wszystkich, by o tej ciszy w sobie zapomnieć.
O tym strasznym smutku własnego istnienia i o tym braku.
Całe to tempo i szaleństwo upartego trwania… nic nie zmieni, wszystko jest tylko plastrem.
Mogę usiąść, albo uciekać nawet od tej myśli by usiąść i od lat nie widzę żadnego innego wyjścia.
Wszystko jest złudzeniem.
Po co mi świadomość?