Grzywka Niesforna

kilka słów o niesforności własnej

The Faerie of Growth

kwiecień19

Młode ziemniaki z koperkiem i zsiadłym mlekiem.

Nasiona wysiane na balkonie. Co wyrośnie?

Zapach ozonu w powietrzu po deszczu.

Parująca, ciepła, nasączona deszczem ziemia.

Drzwi zamknięte za nieznajomą walczącą z wielkim rowerem w windzie i jej wdzięczny uśmiech,

może trochę zaskoczony?

Zapach mężczyzny i szaleństwo w mózgu pod jego wpływem.

Niezmiennie to samo.

Łączenie kolorów, tekstur, kształtów…

Lody z przyjaciółką i wspólne oglądanie filmu Allena.

Rozmowa przez telefon z mamą.

Wyczesywanie grubasa Cygana.

Wierszyk napisany w metrze o 7 rano - całkiem beztroski.

Zapach kwitnącej mirabelki.

Zamykanie, otwieranie sklepu. Ciekawość nowego dnia, ciekawość nowego wieczoru.

Drobiazg kupiony do domu.

Przyjemność z odkurzania, dopieszczania gniazda.

Spojrzenie nieznajomego pełne ciekawości.

Młode pelargonie z małymi listkami.

Ciało oddawane żywiołom, pulsowanie Ziemi.

Otwieranie oczu o poranku.

Zamykanie oczu nocą.

Sen i jawa.

Równie szorstkie co miękkie.

Słodko gorzki smak :)

Chaotyczna rzeka cała z niespodzinek.

Jeden rok.

Pogodzona…

Wdzięczna sobie.

I z siebie dumna.

Istotna.

I całkiem bez znaczenia :)

Widząca i czująca.

Żywa.

night breath

kwiecień8

Są takie dziwne nałogi…
Blog, na który, chcąc nie chcąc, wchodzisz.
Przyjaźnie, o których myślisz, choć już dawno, dawno temu się skończyły.
Miłości, których nic już nie przebudzi, a które zmieniły Twoje życie.
Tak ciężko czasem odciąć pępowinę łączącą nas z przeszłością.
A sny śnią się pod powieką o srebrze.
O metalicznych błyskach na powierzchni wody.
O kamiennych ptakach.
W mojej nieświadomości nic nie szepcze o przeszłości.
Ale czasem, na wpół śniąc, na wpół marząc boję się, że moja świadomość nią żyje.

I ciężko uwierzyć, że w samotności, we własnym cichym domu, w azylu, gdzie myśli powinny mruczeć pod sufitem choćby z braku innych dźwięków. Właśnie tu - czuję ulgę. Przekraczam próg i moja głowa przestaje boleć a strach napierać na skronie.
I do końca nie jestem pewna, czy kogoś chcę tu wpuścić.
Do końca nie mam pewności, czy naprawdę kogoś jeszcze tu chcę.
Może tylko oprócz Serwitorów.

czas wiedźm…

kwiecień4

Już tak mam, że im szybciej połykam książkę, tym trudniej mi potem o niej z sensem pisać. Ale z drugiej strony - nie po to czytam książki, żeby o nich pisać. Czytam je po to, żeby mnie sobą pochłonęły. I kocham ten stan… I potem mogę mówić tylko “doskonała, fenomenalna, przeczytaj! koniecznie!”

Ale dzisiaj postaram się jakoś tak bardziej z sensem napisać o tych trzech książkach, które pochłonęłam w trzy tygodnie i Bogu dziękować - ich autorzy żyją, mają się dobrze i pisać nie przestają. W końcu na takich trafiłam! A myślałam, że coś się już całkiem złego stało ze mną albo z literaturą fantasy i że nadziei już nie ma. Otóż jest nadzieja - i to obu płci - Marina i Sergiej Diaczenko.

Ukraińscy pisarze - małżeństwo i sama nie wiem od czego by tu zacząć.

Na początku był “Waran”. Nie wiem ile razy tego Warana już miałam wypożyczonego z biblioteki, ale zabrać do niego jakoś się nie mogłam. I w końcu, w kryzysowym momencie nudy beznadziejnej - zaczęłam czytać. I dobrze zrobiłam. Ciężko uwierzyć, że ta książka nie powstała na fali Czarnoksiężnika z Archipelagu, tylko 30 lat po nim. Świetna, uporządkowana fabuła, wiarygodne postaci, niezwykła, mądra opowieść, tak niesamowicie uniwersalna, osadzona w rozbudowanym, osobnym uniwersum, doprowadzona konsekwentnie do końca. Zdecydowanie nie jest to jedna z tych książek, które nazywam “harlequinami fantasy”. Nie jest ani naiwna, ani wymyślana w trakcie pisania, ani uboga językowo. Pierwszy raz od dawna - po prostu nie mam żadnego “ale”. Świetny warsztat pisarski, pomysł i kunszt…

Po lekturze świetnie zapowiadającego się “Volkodava” Siemienowej paskudnie dopowiedzianego nacjonalistyczną, narodowościową wymową filmu powstałego na podstawie tej książki, zostało we mnie głębokie przekonanie, że wszystko co się rodzi za wschodnią granicą skażone już będzie po wsze czasy ledwie wyczuwalną skazą kompleksu narodowowyzwoleńczego, albo chociaż kompleksu wielkiej macierzy Rosji. I małżeństwo Diaczenków uwiodło mnie swoją wyobraźnią absolutnie ponadnarodowościową. Uniwersalną, nie dającą się przyporządkować do niczego. Bo nawet jeśli przy lekturze Warana, wciąż powracałam myślami do Czarnoksiężnika - to jednak nie widzę tu kontynuacji, wzorowania się czy kopiowania - a jedynie nurt.
I może przejadłoby się to wszystko przy kolejnej książce, ale ani Czas Wiedźm, ani Miedziany Król, które czytałam po sobie, a momentami równocześnie, nie przypominają ani Warana, ani siebie nawzajem. To kompletnie inne książki. Całkowicie. Gdyby nie ich piękny język, wartka akcja i nazwisko autorów na okładce - to pewnie miałabym wątpliwości, czy napisali je Ci sami ludzie.
Ani Czas Wiedźm, ani Miedziany Król nie mają już tej uniwersalnej wymowy, tego głębokiego przesłania, co Waran.
Miedziany Król w większym stopniu przypomina typową, przygodową fantasy. Akcja toczy się w tym samym uniwersum co Waran i momentami nawiązuje do tamtej opowieści. Znowu gęsto mi tu od genialnych opisów i głębszych niżby się można spodziewać dialogów. Od pięknego języka, którego ciężko nie docenić. I postaci, z którymi naprawdę ciężko się rozstać.
No ale Czas Wiedźm - to po prostu arcydziełko. I to, co kocham w tej książce najbardziej - ślicznie i sensownie wplecione w fabułę istoty z demonologii słowiańskiej. I w dalszym ciągu nie ma tu żadnego patriotycznego wątku! Wyobraźnia słowiańska, której współcześnie ciężko się w naszej literaturze dopatrzyć, tu została wkomponowana w rzeczywistość całkiem współczesną, niby znaną, niby naszą. Ale gdzie ta akcja się rozgrywa? Tu, czy bardziej na wschód, czy może w ogóle gdzie indziej - ciężko powiedzieć. Wiem tylko, że w wielu momentach przy lekturze miałam po prostu gęsią skórkę, powieść grozy, horror, fantasy? Naprawdę nie mam pojęcia, jak Diaczenkom udaje się tworzyć tak prawdopodobne psychologicznie postaci, i w tak sprawny sposób motywować ich działania i jak to możliwe, żeby czytać bez cienia ironicznego uśmieszku o inkwizycji jeżdżącej tramwajami i cugajstrach wyłapujących nawie w komunikacji miejskiej.
I jest tu życie w całej pełni, chociaż ukryte w, jakby nie było, bajce. Jest to życie, które znamy. Męczące, samotne i nieraz nieznośnie bolesne. Nie ma tu naiwnej historyjki. Nie ma tu jednej scenki, jednej miłostki, jednej historii - zbędnej. Są tu tragedie i nie raz nie dwa miałam ochotę zamknąć książkę, żeby po prostu nie wiedzieć, jak się skończy. A skończy się jak w życiu.
I tylko na samym, samym końcu wejdzie nam tu czysto filozoficzne przesłanie. Może proste, może oczywiste domknięcie historii. Dla mnie odpowiednie, wpisujące się w stworzoną rzeczywistość.

Książki Diaczenków, to może nie Dukaj, którym można się rozkoszować, ale też nie są to przeciętne, kieszonkowe czytadła, które odłożymy na półkę i o których zapomnimy. Z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne ich książki, bo każda jest osobna, wyjątkowa, niepowtarzalna i napisana z sensem.
Ja po prostu za nimi tęsknię… Muszę przeczytać je wszystkie, naraz, najlepiej jeszcze dzisiaj! :)
A potem z przyjemnością przeczytać je raz jeszcze.

I wiem, że oprócz ochów i achów nie znajdziecie tu nawet wzmianki o treści… ale tak bardzo nie chcę Wam psuć odkrywania tych światów.
Może tylko na koniec jeden akapit z “Czasu Wiedźm” na zachętę:

“Tam, gdzie trzepotało w mroku obfite jeszcze ognisko, stał obecnie leśny Cugajster.
Leśny człowiek, chroniący ludzi przed niawkami, który przybył tylko po to, by pochłonąć kobietę, niawkę, niawę.
I nawet gdyby biała kobieta rozpłynęła się w mroku lasu - człowiek wiedział, jak łatwo Cugajster może ją dogonić. Dogonić w mig.
Zrobił więc krok, zaciskając palce na nieprzydatnej teraz ciupadze. Co może zrobić leśnemu Cugajstrowi kunsztownie wykonana ciupaga, jej ostry kieł? Ludzie znają tylko jeden sposób na powstrzymanie Cugajstra. Skuteczny na krótki czas…
Więc człowiek zrobił krok, rozłożył ręce zapraszającym gestem:
- Zatańczymy? Zatańczymy, dziadziuś?
Leśny twór milczał, a na szerokim obliczu, porośniętym zwiniętą w pierścienie sierścią, widać było ironię. Zbyt blisko była zdobycz, zbyt blisko była niawka, Cugajster nie porzuci polowania nawet dla ulubionej zabawy.
- Zatańczymy? - Mężczyzna dziarsko przykucnął, przytupnął, a ciupaga w jego ręku zawirowała i utworzyła połyskujący krąg.
- Dlaczego stajesz mi na drodze? - zapytał Cugajster.
Jego głos przypominał skrzypienie starej jodły.
Człowiek zatrzymał się, niemal wypuściwszy z rąk toporek.
- Niawka niesie ci śmierć. - Czarne psie wargi Cugajstra rozciągnął kpiący uśmiech. - A ty mimo to nie chcesz, bym ją zabił?
Mężczyzna milczał. Cugajster kiwnął się do przodu:
- Nawet gdybyś pokonał wiedźmę, to niawy i tak nie pokonasz, bo niawa jest częściowo tobą… Nie boisz się żyć i mimo to nie chcesz bym zabił twoją niawę?
Mężczyzna milczał.
- Dobrze - powiedział Cugajster, od jego głosu ciężkie gałęzie jodeł drgnęły wystraszone. - Niech cię twoja niawka zaprowadzi w mgłę nad urwiskiem.

Cugajster odszedł.
Jodłowe gałęzie na jego drodze nawet się nie poruszyły.”

Straszliwa bajka o śmieciach…

marzec25

27.03 mamy wszyscy w akcie symbolicznego heroizmu przez godzinę siedzieć po ciemku (akcja “Godzina dla Ziemi”)

Heroizm to nie jest coś co Grzyfki lubią najbardziej, wolę sobie śmieci grzecznie posegregować, albo wykorzystać na notatki jakieś walające się tekturki, i  właśnie zdarzyła się okazja by napisać poemat o tej szczytnej czynności, jaką jest wrzucanie właściwych odpadków do właściwych pojemników.

I oto jest - poema…

W zamku mrocznym i straszliwym
Żył Wampirek nieszczęśliwy.
Wątłe nóżki miał i rączki,
A krew niewiast pił przez smoczki.
Smoczek wstyd dla Wampa wielki,
Jeszcze większy: w groszki szelki,
Ale Wampir był drobniutki,
Głodny bardzo i cieniutki,
Spodnie z pupki mu spadały,
Szelki je podtrzymywały.

Ongiś lepiej mu bywało:
Silne miał i mężne ciało,
Niewiast łowił całe pęczki,
Niepotrzebne były szelki…
Jednak czasy się zmieniły.
Świat dziś brudny, szary, zgniły.
Wszędzie śmieci się walają,
Ludzie o nic dziś nie dbają!
I tak zamek ów straszliwy,
Śmieci w śmietnik zamieniły…

Gdy Wampirek był gotowy
Z trumny wstawał - szedł na łowy.
Noce jasne, księżycowe
Upoluje białogłowę!
Idzie nasz Wampirek dzielny,
Kroki stawia (siebie pewny),
Jednak stopa jego blada
Na butelkę naraz wpada!
Łomot wielki się podnosi,
Wpadł Wampirek w puszek stosik!
No i zęby swe straszliwe
Nabił w puszkę - zamiast w szyję!

Problem zrobił się nielada,
Do dentysty Wampir wpada.
Puszkę trzeba było rozciąć,
Razem z puszką - zęby odciąć!
I tak Wampir nasz jedyny,
Tak samotny, nieszczęśliwy,
Nabył smoczek i po zmroku
Pije dziś butelkę soku…

Z tego morał dla Was dzieci:
Chroń wampiry - zbieraj śmieci

Nów też przynosi sny…

marzec23

Głęboko na dnie morza. Gdzie nie ma nic - tylko gładkie dno. Tam byłam i nie chciałam niczego. W górze pojedyńcze cząsteczki światła migotały w drobinach. Widziałam je w oddali i trwałam.
Aż nagle dostrzegłam ruch i on zjawił się znikąd. Bez twarzy.
Niespokojny. Wyglądał jakby tonął - kiedy ja spoczywałam na dnie, siedząc bez ruchu, w absolutnej ciszy. Miotał się i walczył.
I byłam zaciekawiona. Chciałam, może, uspokoić go, może wesprzeć. I pomyślałam, że dotknę jego dłoni. Wyciągnęłam rękę i natknęłam się na grubą szybę między nami.
Więc starałam się natrafić dłonią na jego dłoń. Żeby dostrzegł, że nie jest sam… Ale nasze ręce się mijały.
A jego oczy były nieobecne i zrozumiałam, że nie wie o moim istnieniu.
Że przez szybę nawet mnie nie dostrzega.
I byłam ciekawa, czemu nagle zjawił się tu i młóci w panice wodę tuż obok mnie, skoro nie mogę nawet go pocieszyć…

Ale błyszczące drobinki rozproszyły mnie…
Spokój powrócił, żal odpłynął…

I nie byłam już przy nim myślami

Bezpieczna w trwaniu,
zakochana w ciszy…

Rozmowy z mamą…

marzec15

Dzisiejszy poranek. Godzina 6 rano. W nocy napadało ze 30 cm mokrego śniegu, jak na połowę marca przystało. Za oknem jak w bajce - gałązki pooblepiane mokrym śniegiem, wąskie ścieżki w zaspach itp. Mama tupta ścieżką (spacerek z pieskami) z naprzeciwka zbliża się nieznajomy i następuje spotkanie połączone z grzecznościową wymianą zdań na temat pogody…

Mama: mamy minus 8
Nieznajomy: tak, to wynik efektu cieplarnianego
M: ale już czuję ciepełko na plecach
N: aha, bo słońce wschodzi.

:)

ONA

marzec10

Niezależnie od tego, czy sama bym się na nią zdecydowała. Bo biorąc pod uwagę to jak bardzo chcę dziecka - byłoby to co najmniej dziwne. Ale życie jest przewrotne, a sytuacje bywają różne.

Każda kotka, suczka, czy świnka może jej dokonać i jej dokonuje. Jest tak stara jak macierzyństwo.

W Polsce zakazali jej mężczyźni…

Popieram w 100% akcję SROMu i nie mam pojęcia na czym miałoby polegać przestępstwo związane z rozwieszaniem takich plakatów w Polsce???? Podobno mamy wolność słowa i przekonań…

***

marzec7

Są miejsca, w których samo nasze istnienie staje się modlitwą.

I do tych miejsc dzisiaj tęsknię.

hell within

marzec3

głową pod lód

w odwrócony świat

oceany

luty28

W poszukiwaniu Ciebie zawędrowałam do Świątyń.

Spojrzałam w oczy komuś z Twojej przeszłości. Komuś kto przeminął a kto chciał trafić do Twojej przyszłości.

Spojrzeliśmy sobie w oczy - ja i on.

To wszystko.

Przez podziemia ruszyłam za nim na dno oceanu.

A tam czekało to, co w przyszłości wybudowałeś. Olbrzymia twierdza rozświetlona tysiącami świateł.

Przez okna wyrzucałeś kolejne tomy dzienników.

I nie było wejścia ani wyjścia.

Zabrałam jeden i ruszyłam na powierzchnię by Ci go oddać.

Żebyś miał wybór. Żebyś wiedział…

A on został w Twojej przyszłości. Czekał tam na Ciebie by towarzyszyć Ci na samym końcu.

Położyć Ci ręce na głowie, kiedy umierałeś.

Przeniknąć ściany, jak to potrafią umarli.

« Older EntriesNewer Entries »